piątek, 26 maja 2017

Biolove, różany peeling do ciała

Biolove jest polską marką kosmetyków dostępnych w drogerii Kontigo. O samej marce w sieci jest niewiele informacji. Na rynek wprowadzona została pod koniec 2015 roku, w połowie 2016 r na blogach zaczęło pojawiać się coraz więcej recenzji produktów tej firmy i wtedy też postanowiłam się z nią zapoznać.


Peeling otrzymujemy w plastikowym pudełku o pojemności zaledwie 100 ml. Działanie ścierające określę na dosyć intensywne, przy czym dzięki zawartości masła shea oraz olejów po wykonanym peelingu skóra nasza jest już wystarczająco dopieszczona i nie potrzebuje dodatkowej warstwy balsamu. Zapach jest wyraźnie różany, czy się podoba czy nie to już kwestia gustu - mnie jednak na kolana nie powalił.


Peeling posiada bardzo prosty i krótki skład:
cukier, masło shea, olej arganowy, olej kokosowy , tocopheryl acetate - witamina E w formie estru (pełni funkcje przeciwutleniające), zapach, nasiona maliny




Peeling o pojemności 100 ml można zakupić z cenie 19,50 zł, z tego co wiem obecnie dostępny jest jedynie w drogerii Kontigo.

Może zainteresować Cię również:
Wpis o peelingach do ciała (różnice między peelingiem cukrowym a solnym).

Inne produkty marki Biolove:
Borówkowy żel pod prysznic.

Inne peelingi:
Fresh&Natural tropikalny (solny) peeling do ciała.
Organique, cukrowy peeling do ciała Bloom Essence.

sobota, 20 maja 2017

UE: Cruelty Free


Zgodnie z Rozporządzeniem (1223/2009/WE )Komisji Europejskiej od marca 2013 roku na terenie Unii Europejskiej obowiązuje zakaz testowania na zwierzętach produktów jak i poszczególnych składników kosmetycznych. Obowiązuje również zakaz sprzedawania kosmetyków testowanych na zwierzętach.

Już w 2004 roku obowiązywał zakaz testowania gotowych produktów na zwierzętach, w 2009 roku wprowadzony został zakaz testowania poszczególnych składników (z wyjątkiem badań toksyczności dawki powtarzanej, toksykokinetyki i wpływu na rozrodczość). 11 marca 2013 roku wprowadzony został całkowity zakaz testowania składników kosmetyków na zwierzętach oraz wprowadzania do obrotu substancji testowanych na zwierzętach. Zakaz obejmuje wszystkie metody badawcze, bez względu na to czy istnieją alternatywne metody badawcze zastępujące wykorzystanie zwierząt.
Większość związków chemicznych w przeszłości została przebadana na zwierzętach, obecnie tworząc nowy produkt producenci opierają się na wcześniej dokonanych badaniach.

Niezależnie od tego czy firma umieszcza króliczka bądź też napis 'nie testowany na zwierzętach' kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach! Umieszczanie króliczków obecnie jest tylko i wyłącznie zabiegiem marketingowym uważanym również za wprowadzanie klienta w błąd.

wtorek, 16 maja 2017

Bath&Body Works - Georgia Peach

Ostatnio przeżywam jakiś kosmetyczny kryzys i dużo lepiej czuję się pisząc o świecach niż o kosmetykach. Mam jednak nadzieję że świece lubicie przynajmniej w połowie tak bardzo jak ja i te tematy Was interesują ;) Dzisiaj chciałabym trochę opowiedzieć o świecy marki Bath&Body Works która niestety nie jest tak łatwo dostępna. BBW posiada swoje sklepy jedynie w Warszawie jest jednak również opcja złożenia zamówienia telefonicznego z wysyłką kurierem.


Zaczniemy od spraw technicznych. Duża świeca BBW to 411 g, pod względem gramatury jest więc odpowiednikiem średniego słoja Yankee Candle. Posiada 3 knoty dzięki którym bez problemu już w około 15-20 minut dopala się do ścianek. Średnia żywotność dużej świecy to około 50 godzin (chociaż nie mierzyłam tego dokładnie). Po niedawnej podwyżce cen świeca kosztuje 119 zł co uważam za rozbój w biały dzień (w szczególności gdy spojrzymy na to ile kosztuje świeca a ile wynosi jej czas palenia) i od momentu podwyżki nie kupuję świec w tym sklepie (pamiętam gdy ceny świec wynosiły 89 zł i to już dla mnie było sporo, teraz nie pozostało nic innego jak usiąść i się rozpłakać).


Świece marki Bath&Body Works pokochałam za przepiękne zapachy oraz ich bezproblemowość - palą się równomiernie, nie trzeba im w tym pomagać. Niedawno odkryłam że bardzo podoba mi się zapach brzoskwini więc oczywistością stał się dla mnie zakup Georgia Peach. Jest to zapach ze stałej kolekcji sklepu, co jakiś czas zmienia się wygląd naklejki a czasem również i szkła (obecnie w sprzedaży jest świeca w pomarańczowym, matowym szkle). Wg producenta Georgia peach to brzoskwini, liście pokryte rosą oraz szczypta wanilii.  Dokładnie to samo mogłabym o tym zapachu powiedzieć! Jest owocowo jednak gdzieś w tle przebija się łagodna, świeża nuta. Dla mnie zapach jest obłędny, mogłabym ją palić na okrągło. Jedynym minusem jest intensywność którą z początku określiłabym jako dosyć przeciętną i gdyby palić świecę dużym pomieszczeniu to mogłaby być niewystarczająca, jednak wraz z kolejnymi paleniami zapach stał się bardziej wyraźny i już mogłam w pełni cieszyć się pięknym zapachem.


Powyżej zobaczyć możecie pokrywkę od świecy która dla różnych kolekcji jest inna. Standardowe zapachy posiadają gładką pokrywkę z napisem Bath&Body Works.

Czy miałyście okazję palić świece tej marki? Co o nich sądzicie?

piątek, 12 maja 2017

Deep steep frosted plum - krem do rąk

Deep Steep to amerykańska marka kosmetyków naturalnych. Firma została założona w 1983 r w Południowej Carolinie. Zakupić te kosmetyki w Polsce to całkiem niezłe wyzwanie, nie znalazłam sklepu który miałby je w swojej stałej ofercie natomiast co jakiś czas marka pojawia się w TkMaxxie ( za krem zapłaciłam 16 zł), można również zamówić je na iHerb :)



Markę poznałam poprzez mydło do rąk które uwielbiam. Tak samo chciałam pokochać ten krem, naprawdę bardzo się starałam! Niestety pomimo mnóstwa zalet nie mogłam. Ale zacznijmy od początku...

Tubka produktu ma dosyć nietypową gramaturę jak na polskie standardy - 59 ml- przez co moim zdaniem idealnie nadaje się do torebki. Krem posiada dosyć lekką konsystencję (mi się kojarzy z mleczkiem), szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy jednak nawet po kilkudziesięciu minutach czuć i widać że niedawno go nałożyliśmy. U mnie jednak po około godzinie dłonie znowu wołają o nawilżenie. Zapach jest zawsze kwestią gustu i jako wielka maruda czasem nie powinnam się w tej kwestii wypowiadać jednak zamrożona śliwka pachnie pięknie, nie powiedziałabym że jest to śliwka, kojarzy mi się bardziej z czymś kremowym z lekką nutą słodkich owoców. Nie jest on mocno wyczuwalny i całe szczęście nie jest również nachalny.



W momencie gdy moje dłonie są miejscami suche, popękane i pieką nie do końca dawał sobie radę z ich ukojeniem. Czułam że działanie jest niewystarczające. Nawilża, owszem, jednak przy wymagających dłoniach nie mogę go Wam polecić. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się jako nawilżacz dla dłoni które zbyt wiele oczekują, raczej porą letnią niż zimową.

Mimo że nie mogłam pokochać go całym serduszkiem i w porze jesienno-zimowej do niego nie powrócę,  jeśli jednak natrafię na niego (bądź inną wersję) w TkMaxie to kupię ponowie do użytku latem! :)

Inne produkty marki Deep Steep opisane na blogu:

Inne kremy do rąk opisane na blogu:

poniedziałek, 8 maja 2017

Yankee Candle Q1 2017: Sea air

Moim nowym małym postanowieniem jest wypróbowanie wszystkich nowych kolekcji od Yankee (przynajmniej w woskach). Wąchając na sucho kolekcję Coastal Living zaciekawiły mnie jedynie Garden by the sea oraz Coastal living (który dla mnie okazał się porażką). Odnosząc się do swojego postanowienia dałam szanse także pozostałym dwóm zapachom, dzisiaj opowiem Wam o Sea air :)


Sea air to wosk z rześkiej linii zapachowej o odświeżającym zapachu, lekko słonego nadmorskiego powietrza splecionego z zapachem cyklamenu perskiego i róży. Pochodzi z kolekcji Coastal Living (Q1 2017).


nuty głowy: morska woda, słone oceaniczne powietrze
nuty serca: biały cyklamen, róża
nuty bazowe: drzewo sandałowe



Tak jak już wspomniałam we wstępie początkowo nie planowałam zakupu tego zapachu. Wąchając na sucho jego świecę stwierdziłam że to nic ciekawego. Teraz bardzo się cieszę że zdecydowałam się na jego wypróbowanie co utwierdziło mnie w moim postanowieniu próbowania wszystkich wosków z kolekcji które wyjdą w tym roku. Bez większych nadziei włożyłam do kominka kawałek wosku i już po chwili pomyślałam ojej jaki ciekawy zapach! Wdychane powietrze nasycone tym zapachem odczuwam jako takie posolone morskie, po kilkunastu minutach wychodzą nuty proszku do prania aby po czasie się schować i oddać miejsce wspomnianemu już morskiemu powietrzu, czy też zapachu soli.
Została mi jeszcze 1/4 wosku, zostawię ją na upalny dzień - jestem bardzo ciekawa jak zapach się rozwinie gdy na dworze będzie 30 stopni. Mimo tego, że uważam go za bardzo ciekawy to raczej nie planuję jego ponownego zakupu.

Wosk jest bardzo intensywny, już 1/4 tarty to było dla mnie za dużo na jedno palenie. Do kupienia na stronie goodies.pl

sobota, 6 maja 2017

Rozczarowania Q1 2017

Niedawno pisałam Wam o kosmetykach wartych zainteresowania, jednak życie nie jest idealne i poznałam też produkty którymi się rozczarowałam. Kilka marek się pokrywa, pisałam Wam o świetnym szamponie Organic Shop (Marokańska Księżniczka) a dziś w rozczarowaniach będzie o jego bracie którego nie lubię. Znalazł się też produkt Sylveco i Sukin, jak widać każda marka ma swoje lepsze i gorsze produkty.


Organic Shop szampon dodający objętości który objętości wcale mi nie dodał. Moja skóra głowy go nie polubiła, czułam że to nie to.



Mgiełką nawilżającą Sukin jestem rozczarowana ponieważ ma w składzie różę damasceńską która mnie podrażnia (właśnie dzięki tej mgiełce moje podejrzenia się potwierdziły więc nie ma tego złego... ;)). Jeśli jednak róża Wam krzywdy nie robi to warto wypróbować bo skład ma zacny.



Natura Siberica Loves Estonia to żel który mnie bardzo denerwował ze względu na swój mydlany zapach. Po moich komentarzach o zapachach pewnie już połowa z Was myśli, że jestem rozkapryszoną księżniczką ale dla mnie zapach jest bardzo ważny, niestety nic na to nie poradzę. Poza zapachem był całkiem okej, mył i nie wysuszał.


O ostatnim produkcie którym jest lipowy płyn micelarny Sylveco piszę tutaj z wielkim żalem. Markę Sylveco bardzo lubię, wiele dobrych opinii czytałam o tym płynie jednak u mnie się nie sprawdza. Moje oczy są wrażliwe, muszę o nie dbać ze szczególną uwagą, ten płyn jednak podrażniał okolice oczu co u mnie go zupełnie skreśla.

W ubiegłych trzech miesiącach na miarę totalnego rozczarowania zasłużyły tylko 4 kosmetyki co nie jest złym wynikiem. Jestem ciekawa czy Wy znacie te produkty, w szczególności płyn Sylveco. Dajcie znać jak u Was się sprawdzają :)


wtorek, 2 maja 2017

Zmiany w kosmetycznym koszyczku - kwiecień 2017

Tak jak ostatnio wspominałam, postanowiłam połączyć wpis z nowościami oraz w denkowym koszyczku w jedno. Tak powstaje nowa seria: Zmiany w kosmetycznym koszyczku. :)

ZAKUPY


Skończył mi się płyn micelarny oraz żel do higieny intymnej więc musiałam uzupełnić zapasy. Micele zawsze zamawiam dwa, bo dosyć szybko je zużywam. Zakupiłam też nową maskę do włosów bo powoli mi się kończą odżywki i maski. Zakupy z powyższego zdjęcia zrobiłam w sklepie internetowym triny.pl

Linki do recenzji:
Biolaven płyn micelarny
Sylveco żel do higieny intymnej



Kolejne zakupy pochodzą z Biochemii Urody. Ponownie zamówiłam zestaw do olejku myjącego, wybrałam wersję klasyczną oraz wersję z zieloną herbatą. Do zamówienia dołożyłam także hydrolat lawendowy.

Link do recenzji:
Biochemia Urody olejek myjący


Szampon Alterra to jedyny zakup z Rossmanna - był w promocji za 6 zł więc czemu by nie ;) Dwie maski do włosów oraz henna Khadi to ponowne zamówienie z triny.pl -dosyć często robię tam zakupy chociaż chyba pierwszy raz zdarzyło mi się 2 razy w jednym miesiącu. Nagle stwierdziłam że czas zmienić kolor włosów więc szybko poczyniłam zamówienie.



Cztery woski z powyższego zdjęcia pochodzą z goodies.pl Uwielbiam brzoskwinię w świecach więc mam nadzieję, że i ta mi się spodoba (na sucho pachnie bosko). Zdążyłam już wypróbować vineyard nights, jest to bardzo ciekawy zapach jednak bardziej widzę go w ciepłe, letnie wieczory.


Kolejna porcja wosków :D Te pochodzą z wymiany - postanowiłam wymienić świecę YC Soft Blanket (którego zapachu totalnie nie znoszę!) i zostały zaoferowane mi woski więc je wzięłam :)



Ostatnia porcja nowości pochodzi ze wspaniałych targów Ekocuda (już czekam na kolejną edycję). Skusiłam się na kojący balsam do ciała Vianek a w gratisie otrzymałam łagodzącą maseczkę do twarzy. Zakupiłam też balsam do ust marki Wytwórnia Mydła-właściciel to przesympatyczny pan który bardzo długo i dokładnie opowiadał o kosmetykach- czuję się zachęcona do kolejnych zakupów. Koniecznie chciałam wypróbować cokolwiek z Alchemii Lasu - wybrałam hydrolat z neroli oraz proszek do zębów (ależ mnie ciekawi to cudo!). Z myślą o tym że takie małe mydełko będę nosić w torebce aby w miejscach publicznych korzystać z własnego produktu z dobrym składem kupiłam dwie miniaturki (25 ml) mydeł Herbs&Hydro. Skusiłam się też na ryżowy peeling z Miodowej Mydlarni - zaciekawiły mnie też ich masełka do ciała, zresztą wszystkie kosmetyki na ich stoisku wyglądały zachęcająco. Ostatnim zakupem jest żel aloesowy Natural Secrets chociaż w odróżnieniu od innych żeli jest on na bazie wody, aloes jest dopiero na drugim miejscu w składzie.

Poniżej kilka zdobytych próbek:





DENKO


Do włosów zużyłam:

szampon tea tree od Petal Fresh - u mnie się nie sprawdzał i nie kupię go ponownie, pod koniec dnia włosy wyglądały nieświeżo,

maskę do włosów Fito Kosmetik - całkiem fajna jednak dla moich cienkich włosów była nieco zbyt obciążająca

ziołową farbę do włosów jasny brąz marki Khadi - z ciemnej blondynki stałam się ruda/czerwona. ;)


Udało mi się zużyć całkiem sporo produktów z kategorii ciało. Zaczynając od lewej strony:

żel pod prysznic litewskiej marki Margarita Ekologiska -pachniał jak proszek do prania -fuj,

żel pod prysznic hamamelis Yves Rocher -a ten dla odmiany polubiłam, miał fajną, żelową konsystencję i miły ale dosyć słabo wyczuwalny zapach,

kulka Vichy -kiedyś była dla mnie rewelacyjna, teraz chcę stosować dezodorant o naturalnym składzie,

żel do higieny intymnej Sylveco -uwielbiam! (link do recenzji),

4szpaki super blend - zużyłam połowę po czym się zepsuł, ma bardzo ciężką i tłustą konsystencję a ja jednak wolę coś lżejszego, do tego zapach nie do końca mi odpowiadał,

krem do rąk Margarita Ekologista -ot krem jak krem, miał bardzo słodki zapach co momentami bardzo mnie drażniło, działanie dosyć przeciętne.


Twarz:

nawilżający płyn micelarny Vianek - wraz z płynem marki Biolaven jest moim ulubieńcem

normalizujący żel myjący do twarzy - powiedziałabym że żel jak żel, sprawdza się dobrze tak jak i inne żele do mycia twarzy tej marki

filtr spf 30 - używałam go podczas poprzednich wakacji i sprawdzał się dobrze, nie doznałam żadnych poparzeń czy też podrażnień, jego małym minusem jest to że bieli i jest okropnie tłusty

pomadka ochronna Sierra Bees - szału nie ma, niczego nie urwało



Maskara Maybelline jest moją ulubioną. Teraz jednak porzucam ją na rzecz znalezienia maskary o naturalnym składzie (chociaż jak na razie idzie mi dosyć kiepsko). Zużyłam także podkład mineralny w kolorze golden fair od Annabelle Minerals. Ogólnie podkład był całkiem okej jednak krycie ma słabe - teraz używam podkładu od Pixie i jest lepiej.


Ze świecami i woskami w kwietniu poszło mi dosyć mizernie. Tylko jeden wosk o zapachy Garden by the sea - o moich odczuciach możecie przeczytać w recenzji.

Co myślicie o takiej formie przedstawiania denka i nowości?

sobota, 29 kwietnia 2017

Yankee Candle Q1 2017: Garden by the sea

Taki niby ze mnie świecomaniak a takie mam zaległości! Do sprzedaży weszła już kolekcja Q2 a ja mam spore zaległości z Q1. Postaram się szybko nadrobić, dzisiaj będzie Garden by the sea. :)


Garden by the sea to zapach z rześkiej linii zapachowej o delikatnym zapachu bukietu kwiatów charakterystycznym dla oceanicznego brzegu.

nuty głowy: liście fiołka, piwonia
nuty serca: konwalia majowa, zawciąg nadmorski, frezja, lotos wodny
nuty bazy: biały bursztyn, piżmo




Z woskiem Garden by the sea mam taki problem, że nim się obejrzałam to już się skończył. Pachnie bardzo delikatnie więc musiałam palić na raz pół wosku, bardzo szybko tracił zapach więc starczył mi zaledwie na dwa palenia co uważam za słaby wynik.  Zapach jest delikatny, nie wysuwa się na pierwszy plan, chowa się gdzieś w tle. Kwiatowo-owocowy z rześką nutą. Czuję wyraźny niedosyt, mam wrażenie że po wypaleniu jednego wosku wciąż tego zapachu nie znam. Nie pozostało mi nic innego, jak zakupić kolejną sztukę - zaintrygował mnie.

Wosk w cenie 9 zł do kupienia na goodies.pl

niedziela, 23 kwietnia 2017

Kosmetyki warte zainteresowania Q1 2017

Przygotowałam dla Was zestawienie kosmetyków które uważam za warte zainteresowania. Można powiedzieć że to moi ulubieńcy. Poniższe kosmetyki poznałam lub też używałam w pierwszym kwartale tego roku, wybrałam tylko (lub aż) 7 produktów. Do każdego z nich wrócę ponownie.


Pierwszym produktem jest szampon do włosów marki Organic Shop w wersji Marokańska Księżniczka. Do tej pory zużyłam już dwie butelki jednak recenzja nadal się nie pojawiła (ja to naprawię! ;)). Moja skóra głowy jest dosyć kapryśna, wiele rzeczy jej się nie podoba, często reaguje swędzeniem lub też postanawia wyglądać źle. Ten szampon wyjątkowo polubiła i przestała marudzić. Włosy u nasady wyglądają bardzo dobrze, są minimalnie uniesione i do tego nic nie swędzi. 


Nawilżająca odżywka marki Sukin stała się moim prawdziwym odkryciem! Bardzo mi pomogła, gdy włosy potrzebowały natychmiastowego nawilżenia. Wyglądają po niej bardzo ładnie, są lekkie i wygładzone.


Olejek myjący z Biochemii Urody polecam wypróbować każdemu, kto stosuje metodę mycia twarzy olejem. W składzie posiada olej i emulgator dzięki czemu jesteśmy w stanie bez problemu zmyć go z twarzy wodą. Dzięki olejkowi cera była dogłębnie oczyszczona. Ma działanie delikatne ale jednocześnie jest skuteczny.



Hesh neem tone powder to must-try dla cer zanieczyszczonych. Niestety od kilku miesięcy zmagam się z wypryskami, ta maseczka świetnie oczyszcza cerę i wyciąga wypryski. Przygotowanie maski jest bardzo łatwe, wystarczy zmieszać proszek z wodą lub hydrolatem i  gotowe. 


Sylveco łagodny żel do higieny intymnej to produkt który polecam każdej kobiecie. Posiada optymalne pH, jest delikatny, nie wywołuje podrażnień i zapewnia świeżość. W ostatnim czasie Sylveco powiększyło rozmiary niektórych produktów, w tym właśnie tego żelu - teraz zamiast 150 ml otrzymujemy 300 ml w niezmienionej cenie (ok 17 zł).


Biopha nawilżający krem do rąk to produkt do którego będę wracała bo mi pomógł. Tej jesieni na własnej skórze dosyć boleśnie przekonałam się że trzeba nosić rękawiczki. Moja dłonie były wysuszone, skóra na kłykciach pękała i  momentami mnie piekła. Krem ten przynosił ulgę oraz nawilżał. Posiada lekką konsystencję dzięki czemu szybko się wchłania i nie zostawia lepkich rąk.



Deep steep mydło do rąk figa i morela. Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś powiedział mi że będę się zachwycać mydłem to popukałabym się w czoło. Mydło zawsze było dla mnie po prostu mydłem. Zmieniło się to gdy zachciałam odkryć jakieś naturalny produkt. W TkMaxie natrafiłam na to cudeńko które ma przepiękny zapach. Nie wysusza moich dłoni, ma gęstą konsystencję przez co jest wydajne a także codziennie wywoływał uśmiech na mojej twarzy (to przez ten zapach, musicie mi uwierzyć że jest urzekający!).

Czy znacie przedstawione przeze mnie kosmetyki? Jeśli tak to koniecznie dajcie znać czy lubicie je tak bardzo jak ja! :) Chętnie poznam też Waszych ulubieńców pierwszego kwartału, szukam teraz jakiegoś miłego, lekkiego balsamu do ciała - jeśli znacie jakiś o naturalnym składzie to koniecznie napiszcie :)

sobota, 22 kwietnia 2017

Wielka wymiana książkowa - przeczytaj i podaj dalej


Ruszyła trzecia edycja Wielkiej Wymiany Książkowej do której z miłą chęcią się przyłączam! Akcja trwa od 22 kwietnia do 1 maja. Organizatorem jest Magda z bloga Save the magic moments, współprowadzącą jest Ewelina a piękną grafikę którą widzie powyżej przygotowała Kasia .

Poniżej przedstawiam Wam książki które mam na wymianę, jeśli coś Was zainteresowało koniecznie dajcie znać w komentarzu i napiszcie jakie książki Wy posiadacie na wymianę :)


Camilla Lackberg - Księżniczka z lodu (wymiana z aanatabak)

Beata Pawlikowska - Blondynka w Chinach (wymiana z lifestylebyagnieszka)

Nora Roberts - Posłanie róż

Anna Kołomycew - Jak dbać o włosy (wymiana z delishe)

Charlotte Cho - Sekrety urody Koreanek (wymiana z blowerka)

Meik Wiking - Hygge klucz do szczęścia (wymiana z mumspace)

Katarzyna Kędzierska - Chcieć mniej (wymiana z mamatorka)

Wszystkie książki oprócz Księżniczki z lodu są w stanie bardzo dobrym/idealnym. Księżniczka z lodu została już przeczytana przez kilka osób i to po książce widać, jednak nie jest zalana, nie ma plam itd.

piątek, 14 kwietnia 2017

Yankee Candle Q1 2017: Coastal Living

Yankee Candle co roku pozwala się nam cieszyć nowymi kolekcjami - Pure Essence, Q1-Q4 a także specjalnymi zapachami. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam flagowy zapach kolekcji Coastal Living czy Coastal Living ;)


Coastal living -an intriguing mix of salty and sweet, coastal flowers carried on a warm ocean breeze.

top: sea salt
mid: lavender, marine flower
base: moss, coral musk



Coastal Living to wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o intrygującej słodko-słonej mieszance zapachu nadbrzeżnych kwiatów z ciepłą oceaniczną bryzą.

Gdy całą kolekcję wąchałam na sucho najbardziej spodobał mi się właśnie ten zapach. Bardzo mnie urzekł, jest jednocześnie słodki i rześki. Coś pięknego! Jednak w paleniu już taki nie był. Wyraźnie czułam nuty praniowe, mydlane - a takich nie lubię. 

Jeśli jednak Wy lubicie praniowe zapachy (lub takich nut w tym zapachu nie wyczuwacie) to możecie się skusić na wosk na stronie goodies.pl

środa, 12 kwietnia 2017

EKOCUDA - targi kosmetyków naturalnych vol 2


Jeśli 22-23 kwietnia to Twój wolny weekend, jeśli mieszkasz lub w tym czasie będziesz w Warszawie, to koniecznie musisz pojawić się na targach kosmetyków naturalnych EKOCUDA!
Jest to druga edycja targów (pierwsza odbyła się 19-20.11.2016) skierowana głównie do osób uwielbiających kosmetyki naturalne. Targi odbędą się w domu towarowym Bracia Jabłkowscy w Warszawie, wstęp jest bezpłatny.

Przychodząc na targi masz możliwość zapoznania się z bogatą ofertą kosmetyków oferowanych przez różnych dostawców - Naturativ, Orientana, Ministerstwo Dobrego Mydła, Sylveco, Dworzysk, Felicea, Lily Lolo, Annabelle Minerals, Hagi, Herbs&Hydro, Fresh&Natural, Lavera, Esse Organic, Lush Botanicals, Yope, Iossi, Mokosh, Resibo oraz wiele innych (z lista wystawców możecie zapoznać się tutaj).

Targi to nie tylko oglądanie i kupowanie kosmetyków, to również wiedza! Podczas targów odbędą się warsztaty - wstęp jest bezpłatny jednak obowiązują wcześniejsze zapisy. Warto obserwować na Facebooku profil wydarzenia (klik), na bieżąco publikowane są informacje o warsztatach. Mi udało mi się zapisać na warsztaty Kolor w makijażu. Znajdź swój idealny i naucz się go używać oraz na Analiza składu kosmetyków - jak czytać etykiety i nie zwariować- jeśli ktoś z Was również jest zapisany na te warsztaty koniecznie dajcie mi znać! ;)

sobota, 8 kwietnia 2017

W denkowym koszyczku - marzec 2017

Zapraszam Was dziś na denko, ostatnie w takiej formie. Nazwy produktów w kolorze żółtym/złotym zawierają linki do recenzji.


Szamponem Skin Blossom nie nacieszyłam się zbyt długo ponieważ jeden z domowników mi go podkradał ;) Mimo tego, zauważyłam że skóra głowy całkiem go polubiła więc nie wykluczam zakupu kolejnego opakowania.
Lavera odżywka nabłyszczająca posiadała taką formułę która momentalnie się wchłaniała czego bardzo, ale to bardzo nie lubię. Działanie jednak miała dobre, włosy wyglądały ładnie. Opakowanie to jedyne 150 ml więc szybko się skończyła
Zużyłam także 2 saszetki maski do włosów Fitokosmetik którą używałam jako odżywki. Sama nie wiem czy jestem z niej zadowolona czy nie. Czasami włosy wyglądały całkiem nieźle ale innego dnia już niekoniecznie. 1 saszetka starczała mi na 3 użycia.


Vianek nawilżający krem do twarzy na dzień nie był super nawilżeniem. Być może dla mało wymagającej cery się sprawdzi ale do takiej która zdecydowanie potrzebuje nawilżenia może być niewystarczający. Jest to całkiem przyjemny krem, ma lekką konsystencję. Ja jednak do niego raczej nie powrócę.
Maseczka Neem Tone stała się moim hitem. Jeśli jeszcze nie widzieliście to koniecznie sprawdźcie recenzję :)
Pixie Cosmetics próbka podkładu Raffa Cream- odcień nie dla mnie, jak mogliście zobaczyć we wpisie z nowościami marca - zakupiłam już sobie pełnowymiarowe opakowanie w odcieniu creamy natural.


Mydło Deep Steep figa i morela to mój kolejny ulubieniec. Pięknie pachnie i nie wysusza. Jeśli pojawi się w TkMaxie to z pewnością kupię je ponownie.
Alba Botanica hawaiian coctail żel pod prysznic. Ogólnie mówiąc to żel jak żel, właściwości posiada takie jak i inne żele. To co mi się nie podobało to zapach, był bardzo intensywny i momentami mocno męczący.


Czas na woski! :) Yankee Candle Pink Sands zdecydowanie na plus (rozważam świecę), jest bardzo podobny do My Serenity który uwielbiam. Goose Creek Spring Clean oraz Yankee Candle Coastal lLving na nie, obydwa zapachy posiadają w sobie taką praniową nutę która mnie irytuje.

Zakupy w marcu były skromne - 6 kosmetyków oraz 2 woski co w porównaniu z denkiem - 9 kosmetyków i 3 woski daje mi wspaniały wynik!
W kwietniu post z nowościami i denkiem będzie połączony. Prawdopodobnie zakupy będą znacznie większe za sprawą zbliżających się targów kosmetyków naturalnych Ekocuda. :)

wtorek, 28 marca 2017

Nowości marca

W marcu, tak jak w poprzednim miesiącu nie zakupiłam zbyt wiele. Staram się ograniczyć zakupoholizm oraz małymi kroczkami iść w stronę minimalizmu :)


Zamówiłam swoje pierwsze naturalne tusze. Zdecydowałam się na tańsze marki - Lavera oraz Benecos. Z pewnością dam znać jak działają ;) Korzystając ze zniżki na dzień kobiet zamówiłam podkład oraz puder marki Pixie Cosmetics. O pudrze możecie przeczytać klikając tutaj.


Zakupiłam także dwa szampony do włosów. Mój poprzedni szampon skończył się z dnia na dzień więc pobiegłam do Rossmanna w poszukiwaniu ratunku. Słyszałam już co nieco o marce Petal Fresh więc chwyciłam szampon w wersji tea tree - zdążyłam użyć go kilka razy i niestety nie spodobał mi się ale dam mu jeszcze szansę. Drugi szampon to Lavera do włosów przetłuszczających się.


Prawdziwy świecomaniak coś zakupić musiał. Kolekcja Coastal Living na sucho spodobała mi się pół na pół co można wywnioskować z powyższego zdjęcia ;) 

Moje zakupy są coraz bardziej skromne, podoba mi się ten fakt. Myślę że od przyszłego miesiąca zakupy i denko będę pokazywała w jednym poście :)

piątek, 24 marca 2017

Mazidła, hydrolat miętowy

Mazidła to sklep posiadający w swojej ofercie bardzo duży asortyment półproduktów kosmetycznych. Markę miałam okazję poznać gdy ponad pół roku temu nawiązałam współpracę dzięki której poznałam 3 produkty (linki do recenzji na dole wpisu), przekonałam się o tym, że półprodukty są dobrej jakości więc po czasie zdecydowałam się na samodzielny zakup kolejnych hydrolatów.


Hydrolat powstaje poprzez destylację roślin z parą wodną, można określić go jak produkt uboczny procesu uzyskiwania olejków eterycznych. PH hydrolatów jest zbliżone do PH naszej skóry co sprawia że świetnie nadają się w roli toniku. Hydrolat to nie tylko tonik, można go stosować jako baza lub dodatek do kremów, balsamów, maseczek, sprayów do włosów itp.


Hydrolaty polubiłam już dawno temu, używam ich jako tonik oraz do maseczki z glinką. Hydrolat miętowy używałam tylko jako tonik. Posiada właściwości antybakteryjne oraz przyspiesza gojenie wyprysków przez co polecany jest do pielęgnacji cery trądzikowej oraz tłustej. Niedawno doczytałam, że warto użyć go też na skórę głowy ponieważ stymuluje krążenie i pobudza cebulki włosów.

50 ml hydrolatu kosztuje 7,30 zł jednak warto kupić większe opakowanie ponieważ tak mała butelka starczyła mi na ok 2 tygodnie używania.

Inne produkty marki Mazidła opisane na blogu: 
+ Mazdiła, złota glinka brazylijska
+ Mazidła, hydrolat z zielonej herbaty
+ Mazidła, hydrolat z róży białej
+/- Mazidła, hydrolat oczarowy

Inne hydrolaty opisane na blogu:
+ Mazidła, hydrolat z róży białej
+ Mazidła, hydrolat z zielonej herbaty
+/- Mazidła, hydrolat oczarowy
- Mokosh, hydrolat różany