piątek, 26 maja 2017

Biolove, różany peeling do ciała

Biolove jest polską marką kosmetyków dostępnych w drogerii Kontigo. O samej marce w sieci jest niewiele informacji. Na rynek wprowadzona została pod koniec 2015 roku, w połowie 2016 r na blogach zaczęło pojawiać się coraz więcej recenzji produktów tej firmy i wtedy też postanowiłam się z nią zapoznać.


Peeling otrzymujemy w plastikowym pudełku o pojemności zaledwie 100 ml. Działanie ścierające określę na dosyć intensywne, przy czym dzięki zawartości masła shea oraz olejów po wykonanym peelingu skóra nasza jest już wystarczająco dopieszczona i nie potrzebuje dodatkowej warstwy balsamu. Zapach jest wyraźnie różany, czy się podoba czy nie to już kwestia gustu - mnie jednak na kolana nie powalił.


Peeling posiada bardzo prosty i krótki skład:
cukier, masło shea, olej arganowy, olej kokosowy , tocopheryl acetate - witamina E w formie estru (pełni funkcje przeciwutleniające), zapach, nasiona maliny




Peeling o pojemności 100 ml można zakupić z cenie 19,50 zł, z tego co wiem obecnie dostępny jest jedynie w drogerii Kontigo.

Może zainteresować Cię również:
Wpis o peelingach do ciała (różnice między peelingiem cukrowym a solnym).

Inne produkty marki Biolove:
Borówkowy żel pod prysznic.

Inne peelingi:
Fresh&Natural tropikalny (solny) peeling do ciała.
Organique, cukrowy peeling do ciała Bloom Essence.

sobota, 20 maja 2017

UE: Cruelty Free


Zgodnie z Rozporządzeniem (1223/2009/WE )Komisji Europejskiej od marca 2013 roku na terenie Unii Europejskiej obowiązuje zakaz testowania na zwierzętach produktów jak i poszczególnych składników kosmetycznych.

Już w 2004 roku obowiązywał zakaz testowania gotowych produktów na zwierzętach, w 2009 roku wprowadzony został zakaz testowania poszczególnych składników (z wyjątkiem badań toksyczności dawki powtarzanej, toksykokinetyki i wpływu na rozrodczość). 11 marca 2013 roku wprowadzony został całkowity zakaz testowania składników kosmetyków na zwierzętach oraz wprowadzania do obrotu substancji testowanych na zwierzętach. Zakaz obejmuje wszystkie metody badawcze, bez względu na to czy istnieją alternatywne metody badawcze zastępujące wykorzystanie zwierząt.
Większość związków chemicznych w przeszłości została przebadana na zwierzętach, obecnie tworząc nowy produkt producenci opierają się na wcześniej dokonanych badaniach.

Niezależnie od tego czy firma umieszcza króliczka bądź też napis 'nie testowany na zwierzętach' na kosmetyku który został wyprodukowany na terenie Unii to produkt ten nie jest testowany na zwierzętach. Umieszczanie króliczków na opakowaniach jest więc zabiegiem marketingowym.

wtorek, 16 maja 2017

Bath&Body Works - Georgia Peach

Ostatnio przeżywam jakiś kosmetyczny kryzys i dużo lepiej czuję się pisząc o świecach niż o kosmetykach. Mam jednak nadzieję że świece lubicie przynajmniej w połowie tak bardzo jak ja i te tematy Was interesują ;) Dzisiaj chciałabym trochę opowiedzieć o świecy marki Bath&Body Works która niestety nie jest tak łatwo dostępna. BBW posiada swoje sklepy jedynie w Warszawie jest jednak również opcja złożenia zamówienia telefonicznego z wysyłką kurierem.


Zaczniemy od spraw technicznych. Duża świeca BBW to 411 g, pod względem gramatury jest więc odpowiednikiem średniego słoja Yankee Candle. Posiada 3 knoty dzięki którym bez problemu już w około 15-20 minut dopala się do ścianek. Średnia żywotność dużej świecy to około 50 godzin (chociaż nie mierzyłam tego dokładnie). Po niedawnej podwyżce cen świeca kosztuje 119 zł co uważam za rozbój w biały dzień (w szczególności gdy spojrzymy na to ile kosztuje świeca a ile wynosi jej czas palenia) i od momentu podwyżki nie kupuję świec w tym sklepie (pamiętam gdy ceny świec wynosiły 89 zł i to już dla mnie było sporo, teraz nie pozostało nic innego jak usiąść i się rozpłakać).


Świece marki Bath&Body Works pokochałam za przepiękne zapachy oraz ich bezproblemowość - palą się równomiernie, nie trzeba im w tym pomagać. Niedawno odkryłam że bardzo podoba mi się zapach brzoskwini więc oczywistością stał się dla mnie zakup Georgia Peach. Jest to zapach ze stałej kolekcji sklepu, co jakiś czas zmienia się wygląd naklejki a czasem również i szkła (obecnie w sprzedaży jest świeca w pomarańczowym, matowym szkle). Wg producenta Georgia peach to brzoskwini, liście pokryte rosą oraz szczypta wanilii.  Dokładnie to samo mogłabym o tym zapachu powiedzieć! Jest owocowo jednak gdzieś w tle przebija się łagodna, świeża nuta. Dla mnie zapach jest obłędny, mogłabym ją palić na okrągło. Jedynym minusem jest intensywność którą z początku określiłabym jako dosyć przeciętną i gdyby palić świecę dużym pomieszczeniu to mogłaby być niewystarczająca, jednak wraz z kolejnymi paleniami zapach stał się bardziej wyraźny i już mogłam w pełni cieszyć się pięknym zapachem.


Powyżej zobaczyć możecie pokrywkę od świecy która dla różnych kolekcji jest inna. Standardowe zapachy posiadają gładką pokrywkę z napisem Bath&Body Works.

Czy miałyście okazję palić świece tej marki? Co o nich sądzicie?

piątek, 12 maja 2017

Deep steep frosted plum - krem do rąk

Deep Steep to amerykańska marka kosmetyków naturalnych. Firma została założona w 1983 r w Południowej Carolinie. Zakupić te kosmetyki w Polsce to całkiem niezłe wyzwanie, nie znalazłam sklepu który miałby je w swojej stałej ofercie natomiast co jakiś czas marka pojawia się w TkMaxxie ( za krem zapłaciłam 16 zł), można również zamówić je na iHerb :)



Markę poznałam poprzez mydło do rąk które uwielbiam. Tak samo chciałam pokochać ten krem, naprawdę bardzo się starałam! Niestety pomimo mnóstwa zalet nie mogłam. Ale zacznijmy od początku...

Tubka produktu ma dosyć nietypową gramaturę jak na polskie standardy - 59 ml- przez co moim zdaniem idealnie nadaje się do torebki. Krem posiada dosyć lekką konsystencję (mi się kojarzy z mleczkiem), szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy jednak nawet po kilkudziesięciu minutach czuć i widać że niedawno go nałożyliśmy. U mnie jednak po około godzinie dłonie znowu wołają o nawilżenie. Zapach jest zawsze kwestią gustu i jako wielka maruda czasem nie powinnam się w tej kwestii wypowiadać jednak zamrożona śliwka pachnie pięknie, nie powiedziałabym że jest to śliwka, kojarzy mi się bardziej z czymś kremowym z lekką nutą słodkich owoców. Nie jest on mocno wyczuwalny i całe szczęście nie jest również nachalny.



W momencie gdy moje dłonie są miejscami suche, popękane i pieką nie do końca dawał sobie radę z ich ukojeniem. Czułam że działanie jest niewystarczające. Nawilża, owszem, jednak przy wymagających dłoniach nie mogę go Wam polecić. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się jako nawilżacz dla dłoni które zbyt wiele oczekują, raczej porą letnią niż zimową.

Mimo że nie mogłam pokochać go całym serduszkiem i w porze jesienno-zimowej do niego nie powrócę,  jeśli jednak natrafię na niego (bądź inną wersję) w TkMaxie to kupię ponowie do użytku latem! :)

Inne produkty marki Deep Steep opisane na blogu:

Inne kremy do rąk opisane na blogu:

poniedziałek, 8 maja 2017

Yankee Candle Q1 2017: Sea air

Moim nowym małym postanowieniem jest wypróbowanie wszystkich nowych kolekcji od Yankee (przynajmniej w woskach). Wąchając na sucho kolekcję Coastal Living zaciekawiły mnie jedynie Garden by the sea oraz Coastal living (który dla mnie okazał się porażką). Odnosząc się do swojego postanowienia dałam szanse także pozostałym dwóm zapachom, dzisiaj opowiem Wam o Sea air :)


Sea air to wosk z rześkiej linii zapachowej o odświeżającym zapachu, lekko słonego nadmorskiego powietrza splecionego z zapachem cyklamenu perskiego i róży. Pochodzi z kolekcji Coastal Living (Q1 2017).


nuty głowy: morska woda, słone oceaniczne powietrze
nuty serca: biały cyklamen, róża
nuty bazowe: drzewo sandałowe



Tak jak już wspomniałam we wstępie początkowo nie planowałam zakupu tego zapachu. Wąchając na sucho jego świecę stwierdziłam że to nic ciekawego. Teraz bardzo się cieszę że zdecydowałam się na jego wypróbowanie co utwierdziło mnie w moim postanowieniu próbowania wszystkich wosków z kolekcji które wyjdą w tym roku. Bez większych nadziei włożyłam do kominka kawałek wosku i już po chwili pomyślałam ojej jaki ciekawy zapach! Wdychane powietrze nasycone tym zapachem odczuwam jako takie posolone morskie, po kilkunastu minutach wychodzą nuty proszku do prania aby po czasie się schować i oddać miejsce wspomnianemu już morskiemu powietrzu, czy też zapachu soli.
Została mi jeszcze 1/4 wosku, zostawię ją na upalny dzień - jestem bardzo ciekawa jak zapach się rozwinie gdy na dworze będzie 30 stopni. Mimo tego, że uważam go za bardzo ciekawy to raczej nie planuję jego ponownego zakupu.

Wosk jest bardzo intensywny, już 1/4 tarty to było dla mnie za dużo na jedno palenie. Do kupienia na stronie goodies.pl

sobota, 6 maja 2017

Rozczarowania Q1 2017

Niedawno pisałam Wam o kosmetykach wartych zainteresowania, jednak życie nie jest idealne i poznałam też produkty którymi się rozczarowałam. Kilka marek się pokrywa, pisałam Wam o świetnym szamponie Organic Shop (Marokańska Księżniczka) a dziś w rozczarowaniach będzie o jego bracie którego nie lubię. Znalazł się też produkt Sylveco i Sukin, jak widać każda marka ma swoje lepsze i gorsze produkty.


Organic Shop szampon dodający objętości który objętości wcale mi nie dodał. Moja skóra głowy go nie polubiła, czułam że to nie to.



Mgiełką nawilżającą Sukin jestem rozczarowana ponieważ ma w składzie różę damasceńską która mnie podrażnia (właśnie dzięki tej mgiełce moje podejrzenia się potwierdziły więc nie ma tego złego... ;)). Jeśli jednak róża Wam krzywdy nie robi to warto wypróbować bo skład ma zacny.



Natura Siberica Loves Estonia to żel który mnie bardzo denerwował ze względu na swój mydlany zapach. Po moich komentarzach o zapachach pewnie już połowa z Was myśli, że jestem rozkapryszoną księżniczką ale dla mnie zapach jest bardzo ważny, niestety nic na to nie poradzę. Poza zapachem był całkiem okej, mył i nie wysuszał.


O ostatnim produkcie którym jest lipowy płyn micelarny Sylveco piszę tutaj z wielkim żalem. Markę Sylveco bardzo lubię, wiele dobrych opinii czytałam o tym płynie jednak u mnie się nie sprawdza. Moje oczy są wrażliwe, muszę o nie dbać ze szczególną uwagą, ten płyn jednak podrażniał okolice oczu co u mnie go zupełnie skreśla.

W ubiegłych trzech miesiącach na miarę totalnego rozczarowania zasłużyły tylko 4 kosmetyki co nie jest złym wynikiem. Jestem ciekawa czy Wy znacie te produkty, w szczególności płyn Sylveco. Dajcie znać jak u Was się sprawdzają :)


wtorek, 2 maja 2017

Zmiany w kosmetycznym koszyczku - kwiecień 2017

Tak jak ostatnio wspominałam, postanowiłam połączyć wpis z nowościami oraz w denkowym koszyczku w jedno. Tak powstaje nowa seria: Zmiany w kosmetycznym koszyczku. :)

ZAKUPY


Skończył mi się płyn micelarny oraz żel do higieny intymnej więc musiałam uzupełnić zapasy. Micele zawsze zamawiam dwa, bo dosyć szybko je zużywam. Zakupiłam też nową maskę do włosów bo powoli mi się kończą odżywki i maski. Zakupy z powyższego zdjęcia zrobiłam w sklepie internetowym triny.pl

Linki do recenzji:
Biolaven płyn micelarny
Sylveco żel do higieny intymnej



Kolejne zakupy pochodzą z Biochemii Urody. Ponownie zamówiłam zestaw do olejku myjącego, wybrałam wersję klasyczną oraz wersję z zieloną herbatą. Do zamówienia dołożyłam także hydrolat lawendowy.

Link do recenzji:
Biochemia Urody olejek myjący


Szampon Alterra to jedyny zakup z Rossmanna - był w promocji za 6 zł więc czemu by nie ;) Dwie maski do włosów oraz henna Khadi to ponowne zamówienie z triny.pl -dosyć często robię tam zakupy chociaż chyba pierwszy raz zdarzyło mi się 2 razy w jednym miesiącu. Nagle stwierdziłam że czas zmienić kolor włosów więc szybko poczyniłam zamówienie.



Cztery woski z powyższego zdjęcia pochodzą z goodies.pl Uwielbiam brzoskwinię w świecach więc mam nadzieję, że i ta mi się spodoba (na sucho pachnie bosko). Zdążyłam już wypróbować vineyard nights, jest to bardzo ciekawy zapach jednak bardziej widzę go w ciepłe, letnie wieczory.


Kolejna porcja wosków :D Te pochodzą z wymiany - postanowiłam wymienić świecę YC Soft Blanket (którego zapachu totalnie nie znoszę!) i zostały zaoferowane mi woski więc je wzięłam :)



Ostatnia porcja nowości pochodzi ze wspaniałych targów Ekocuda (już czekam na kolejną edycję). Skusiłam się na kojący balsam do ciała Vianek a w gratisie otrzymałam łagodzącą maseczkę do twarzy. Zakupiłam też balsam do ust marki Wytwórnia Mydła-właściciel to przesympatyczny pan który bardzo długo i dokładnie opowiadał o kosmetykach- czuję się zachęcona do kolejnych zakupów. Koniecznie chciałam wypróbować cokolwiek z Alchemii Lasu - wybrałam hydrolat z neroli oraz proszek do zębów (ależ mnie ciekawi to cudo!). Z myślą o tym że takie małe mydełko będę nosić w torebce aby w miejscach publicznych korzystać z własnego produktu z dobrym składem kupiłam dwie miniaturki (25 ml) mydeł Herbs&Hydro. Skusiłam się też na ryżowy peeling z Miodowej Mydlarni - zaciekawiły mnie też ich masełka do ciała, zresztą wszystkie kosmetyki na ich stoisku wyglądały zachęcająco. Ostatnim zakupem jest żel aloesowy Natural Secrets chociaż w odróżnieniu od innych żeli jest on na bazie wody, aloes jest dopiero na drugim miejscu w składzie.

Poniżej kilka zdobytych próbek:





DENKO


Do włosów zużyłam:

szampon tea tree od Petal Fresh - u mnie się nie sprawdzał i nie kupię go ponownie, pod koniec dnia włosy wyglądały nieświeżo,

maskę do włosów Fito Kosmetik - całkiem fajna jednak dla moich cienkich włosów była nieco zbyt obciążająca

ziołową farbę do włosów jasny brąz marki Khadi - z ciemnej blondynki stałam się ruda/czerwona. ;)


Udało mi się zużyć całkiem sporo produktów z kategorii ciało. Zaczynając od lewej strony:

żel pod prysznic litewskiej marki Margarita Ekologiska -pachniał jak proszek do prania -fuj,

żel pod prysznic hamamelis Yves Rocher -a ten dla odmiany polubiłam, miał fajną, żelową konsystencję i miły ale dosyć słabo wyczuwalny zapach,

kulka Vichy -kiedyś była dla mnie rewelacyjna, teraz chcę stosować dezodorant o naturalnym składzie,

żel do higieny intymnej Sylveco -uwielbiam! (link do recenzji),

4szpaki super blend - zużyłam połowę po czym się zepsuł, ma bardzo ciężką i tłustą konsystencję a ja jednak wolę coś lżejszego, do tego zapach nie do końca mi odpowiadał,

krem do rąk Margarita Ekologista -ot krem jak krem, miał bardzo słodki zapach co momentami bardzo mnie drażniło, działanie dosyć przeciętne.


Twarz:

nawilżający płyn micelarny Vianek - wraz z płynem marki Biolaven jest moim ulubieńcem

normalizujący żel myjący do twarzy - powiedziałabym że żel jak żel, sprawdza się dobrze tak jak i inne żele do mycia twarzy tej marki

filtr spf 30 - używałam go podczas poprzednich wakacji i sprawdzał się dobrze, nie doznałam żadnych poparzeń czy też podrażnień, jego małym minusem jest to że bieli i jest okropnie tłusty

pomadka ochronna Sierra Bees - szału nie ma, niczego nie urwało



Maskara Maybelline jest moją ulubioną. Teraz jednak porzucam ją na rzecz znalezienia maskary o naturalnym składzie (chociaż jak na razie idzie mi dosyć kiepsko). Zużyłam także podkład mineralny w kolorze golden fair od Annabelle Minerals. Ogólnie podkład był całkiem okej jednak krycie ma słabe - teraz używam podkładu od Pixie i jest lepiej.


Ze świecami i woskami w kwietniu poszło mi dosyć mizernie. Tylko jeden wosk o zapachy Garden by the sea - o moich odczuciach możecie przeczytać w recenzji.

Co myślicie o takiej formie przedstawiania denka i nowości?