sobota, 31 grudnia 2016

Sukin, micellar cleansing water

Sukin jest australijską marką kosmetyków naturalnych, odpowiednich również dla wegan. Firma powstała w 2007 roku z misją wprowadzenia kosmetyków niedrogich o wysokiej jakości oraz efektywnym działaniu. Urzekło mnie motto firmy Skincare that doesn't cost the earth.




Markę Sukin poznałam poprzez odżywkę do włosów którą bardzo polubiłam. Po udanym romansie stwierdziłam że chętnie poznam inne produkty tej firmy, niestety spośród kolejnych 3 zakupionych produktów nie spodobał mi się ani jeden.

Woda micelarna zapakowana jest w ciemną, plastikową butelkę z solidnym zamknięciem. Produkt ten dosyć przeciętnie radzi sobie ze zmyciem makijażu - między rzęsami bardzo często pozostawały resztki tuszu. Na domiar złego po użyciu tej wody skóra wokół oczu prawie za każdym razem mnie piekła (winowajcą może być alkohol denaturowy obecny w składzie kosmetyku).






Skład: woda, sok z aloesu, gliceryna, decyl glucoside (bardzo łagodny środek myjący), lecytyna (naturalny emulgator pozyskiwany z tłuszczy), ekstrakt z ogórka, ekstrakt z kwiatu rumianku, wanilina (chemiczna substancja zapachowa), alkohol denaturowy, fenoksyetanol-substancja konserwująca (maksymalne dopuszczalne stężenie w kosmetyku to 1%), alkohol benzylowy- substancja konserwująca (maksymalne dopuszczalne stężenie - 1%)

Płyn micelarny o pojemności 250 ml bardzo często dostępny jest w TkMaxxie w cenie 19,99 zł.

Inne kosmetyki marki Sukin opisane na blogu:
Nawilżająca odżywka do włosów.

sobota, 24 grudnia 2016

Kringle Candle, Christmas

Uwielbiam świece zapachowe, towarzyszą mi przy różnych okazjach oraz na co dzień. Na święta tym bardziej nie mogło zabraknąć świecowego akcentu. Wieczór wigilijny umilała mi świeca marki Kringle Candle o zapachu Christmas.


Nuty zapachowe: Siberian Fir Needles (igły jodły syberyjskiej), Cedarwood (drewno cedrowe), Sandalwood (drewno sandałowca), Musk (piżmo), Wood (drewno).

Spoglądając na nuty zapachowe oczekiwałabym mroźnego zapachu choinki z domieszką palącego się drewna. Mój nos podpowiada, że Christmas to zapach perfumowy, elegancki ale rzeczywiście świąteczny. Nie ma tutaj typowego zapachu świątecznego drzewka czy też drewna. Jest piękna mieszanka zapachów która idealnie nadaje się na świąteczny stół. Na zdjęciu widzicie małą świeczkę (127 g) która starczyć ma na 20 godzin palenia, zazwyczaj małe świeczki pachną dopiero gdy staniemy obok nich, jednak to maleństwo bardzo miło mnie zaskoczyło. Czuć było ją w całym ok 20 m pokoju, dała radę się przebić pomimo stołu zastawionego świątecznymi przysmakami. Jeśli nie dopalę jej do końca w tym roku, z pewnością trafi na wigilijny stół za rok :)


Zapach Christmas możecie zakupić w sklepie Goodies: wosk (12 zł), daylight (12 zł), duża świeca (109 zł).


Przy okazji tego wpisu chciałabym życzyć Wam spokojnych Świąt spędzonych w rodzinnej, ciepłej atmosferze :)

Cammy.

niedziela, 11 grudnia 2016

Pixie Cosmetics, Mega Matte Kapok Tree Powder

O makijażu jeszcze nie było, nigdy nie byłam w tym dobra jednak czas powiedzieć kilka dobrych słów o pudrze marki Pixie. :)

Inspiracją marki Pixie Cosmetics jest bogactwo natury oraz piękno otaczającego świata. Tak właśnie powstała marka produkująca kosmetyki do makijażu o naturalnych i bezpiecznych składach.


Kapok Tree Powder to puder zapewniający długotrwałe działanie matujące. Pochłania nadmiar sebum i optycznie wygładza cerę, dając efekt „soft-focus”. Kosmetyk sprawdza się najlepiej w przypadku skóry tłustej i mieszanej. Jeżeli masz problem ze świeceniem się skóry, szczególnie w tzw. strefie „T”, to propozycja dla Ciebie. Mimo swoich mocnych właściwości matujących, puder nie przesusza cery. (pixiecosmetics)


INCI: Cellulose

W 100% zgadzam się z tym co powiedział już o tym pudrze producent. Bardzo dobrze sprawdza się przy cerze tłustej, u mnie w połączeniu z podkładem Pixie daje idealny mat na ok 5-6 h (stosuję go przed i po nałożeniu podkładu), jednak nawet przy 9 godzinach poprawki nie są konieczne (wystarczy użycie bibułki matującej), nałożony na cerę posmarowaną tylko kremem mat pozostaje równie długo co przy zastosowaniu z podkładem. Jeśli nałożymy dużo produktu uzyskamy płaski, mocny mat, jeśli zależy nam na delikatniejszym efekcie należy nałożyć produktu odpowiednio mniej. 

Cena za 3,5 g produktu to 39,90 zł, za 6,5 g zapłacić należy 59,90 zł w sklepie Pixie Cosmetics.
 

czwartek, 8 grudnia 2016

Organique, cukrowy peeling do ciała Bloom Essence

Organique jest polską marką kosmetyków inspirowanych naturą. Marka dba nie tylko o ciało a także o zmysły - kosmetyki w jej ofercie są barwne i wyraźnie pachnące. Dzięki kosmetykom Organique proste i codzienne czynności zamienione są w przyjemny rytuał.



Regenerujący peeling cukrowy do ciała o przepięknym zapachu świeżych kwiatów. Masuje skórę, delikatnie pobudza mikrokrażenie, złuszcza i odświeża naskórek. Uelastycznia, wygładza i delikatnie natłuszcza skórę, a wyciągi roślinne pobudzają ją do odbudowy. Doskonała propozycja dla skóry wrażliwej i wymagającej szczególnej pielęgnacji.   




Peeling zamknięty jest w plastikowym słoiczku z metalową zakrętką, opakowanie jest wygodne w użyciu, nie przecieka oraz nie niszczy się. Produkt jest gęsty, wystarczy jego niewielka ilość do wykonania peelingu całego ciała. Drobinki nie są zbyt ostre, można więc z powodzeniem stosować go do cery wrażliwej (wykonując masaż o mniej intensywnym natężeniu) jak i do cery normalnej czy też tłustej (masaż wykonując z odpowiednio większym naciskiem). Wielkim atutem tego peelingu jest jego intensywny, słodki kwiatowo-owocowy zapach. Dobra wiadomość również dla osób nielubiących balsamowania- dzięki zwartości oleju, pozostawia na cerze lekko tłustą warstwę więc kolejna porcja nawilżenia nie jest już konieczna. 

Za 200 ml zapłacić trzeba 59,90 zł co nie jest zbyt niską ceną, jednak warto. Nie obraziłabym się dostając go ponownie np. na święta ;)


Inne produkty marki Organique:
- Mleczna pianka do mycia ciała
- Pomarańczowa pianka do mycia ciała 

niedziela, 4 grudnia 2016

W denkowym koszyczku `31

Cześć!
Na wstępie chciałabym podziękować za liczne komentarze które zostawiacie pod postami. Myślę że każda blogerka wie, jak miłe jest widzieć że kogoś interesuje to co publikuję :)

Z góry przepraszam za fatalną jakość zdjęć jednak nie miałam możliwości zrobienia czegoś lepszego :(

Sylveco tymiankowy żel do mycia twarzy to już kolejna zużyta przeze mnie buteleczka. Spisywał się dobrze jednak czas wypróbować coś nowego :)
Woda termalna Uriage to mój niezbędnik już od ponad roku, idealna do zwilżania maseczek glinkowych, na wakacyjne upały czy też zamiast toniku.
Bibułek matujących używam coraz rzadziej jednak zawsze muszę przy sobie je mieć. Te na zdjęciu pochodzą z Rossmana i jak dla mnie są okej.
Lavera pasta do zębów bez fluoru radzi sobie bardzo dobrze jednak ja nie byłam przekonana do jej słonawego smaku więc ponownie u mnie raczej nie zagości
Yasumi konjac sponge przekonała mnie do używania gąbeczek do mycia twarzy jednak moim ponownym zakupem jest 'oryginalna' gąbka z The Konjac Sponge Co.


Pianka do mycia rąk z Bath&Body Works to super sprawa, szkoda tylko że jej skład spowodował że ponownie jej nie zakupię... Jeśli jednak znajdę mydło w formie pianki o naturalnym składzie to biorę bez wahania!
Yves Rocher żel pod prysznic o zapachu karamboli zdecydowanie bardziej sprawdził by się w okresie letnim ze względu na orzeźwiający zapach. Dla mnie był on jednak odrobinę zbyt kwaśny i ponownego romansu z nim nie będzie.
Cleanic zmywacz do paznokci w chusteczce był udręką. Strasznie długo zajęło mi domycie paznokci z lakieru.


Szampon kojący Ec Labolatorie świetnie się spisał przy podrażnionej skórze, ładnie ją ukoił -jednak stosowany tak na co dzień szału nie robił.
Różany olejek Khadi stosowałam do olejowania włosów i kilka razy na ciało. Szału nie było a za 10 ml trzeba zapłacić ok 12 zł...
Jedwab na końcówki Green Pharmacy był całkiem okej ale teraz poznałam coś dużo lepszego.. ;)


Yankee Candle Black Cherry i Cosy By The Fire. Oba zapachy mnie nie porwały, a ten drugi nawet śmierdział. Lepiej dla portfela, świec z tego nie będzie ;)

Cammy.

środa, 30 listopada 2016

Blogi o tematyce naturalnej pielęgnacji.

Jeśli tak jak ja, jesteście fanami naturalnej pielęgnacji, z pewnością zaciekawią Was blogi które czytam.  Spośród wielu blogów które obserwuję wybrałam dla Was 5 które pokrótce przedstawię oraz powiem za co je sobie tak bardzo cenię.


Naturalna Dusza to blog prowadzony od 2014 r, znajdzie na nim ponad 800 wpisów z przewagą recenzji kosmetyków naturalnych. Dzięki autorce bloga zakochałam się w zakupach w TkMaxie - głównie za sprawą recenzji tak wielu produktów zakupionych właśnie w tym sklepie. Warto zajrzeć do zakładki unikaj w której znajdziecie listę złych składników.


Zdrowo naturalnie to dosyć popularny blog prowadzony od 2013 roku. Znajdziecie na nim ponad 1000 wpisów - prawdziwa kopalnie recenzji produktów, gdy cofniemy się do trochę starszych wpisów znajdziemy m.in. przepis na frytki z batatów oraz  wiele innych wpisów dotyczących zdrowego stylu życia.


Kosmetologia, Naturalnie! to blog prowadzony przez mgr. kosmetologi Agnieszkę. Znajdziemy w nim recenzje kosmetyków a także dużo ciekawych porad takich jak wpis o oczyszczaniu twarzy bez detergentów.  


My Lovey Fuchsia, młody ale prężnie rozwijający się blog prowadzony przez moją imienniczkę. Znajdziecie na nim wiele porad oraz recenzji produktów. Zachęcam do zajrzenia do zakładki INCI-krok po kroku -jest to genialny projekt w który autorka musiała włożyć sporo pracy! 



Uśmiechnięte oczy to blog który kojarzy mi się bardzo pozytywnie już nawet sama nazwa to wskazuje ;) Znajdziecie na nim recenzje łatwo dostępnych i tanich kosmetyków oraz coś dla fanów mydełek w kostce - całkiem sporo recenzji mydeł (ja za mydłami w kotce nie przepadam ale czytając te recenzje co chwile dopisywałam coś do wishlisty :D).


Jeśli znasz (lub sama prowadzisz) blogi o tematyce naturalnej pielęgnacji - koniecznie daj znać w komentarzu! :)

Cammy.

sobota, 26 listopada 2016

Przegląd polskich marek kosmetyków naturalnych `1

Na początku września na Facebooku (tak tak, mam facebooka ;)) zapowiadałam Wam serię przeglądu polskich marek kosmetyków naturalnych. Minęło dużo czasu i.. zapraszam Was dzisiaj na pierwszy post z tej serii, przedstawię nie tylko popularne ale także małe marki na które też warto zwrócić uwagę! :)
Jeśli myślę o polskiej marce kosmetyków naturalnych to pierwsze co przychodzi mi na myśl to Sylveco. Jest to chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek na naszym rynku. Firma została założona w 1992 r (!) i stale poszerza swoją ofertę o nowe produkty. Ceny produktów nie są wysokie, wahają się od kilku do ok 35 zł.
W skład marki wchodzi:
Sylveco - dermokosmetyki przeznaczone do cery wrażliwej i skłonnej do alergii bazujące na olejach i masłach roślinnych. Dostępnych jest 30 produktów do ust, twarzy, ciała (w tym kremy do rąk i stóp) oraz do włosów. Najnowszym produktem marki jest peeling enzymatyczny. Od siebie serdecznie mogę polecić żele do mycia twarzy, pomadki do ust.
Sylveco dla dzieci - linia kosmetyków przeznaczona dla dzieci i niemowląt od pierwszego dnia życia: krem pielęgnujący do twarzy i ciała, łagodząca zasypka, kremowy szampon i płyn do kąpieli a także oliwka do ciała.


Biolaven - marka powstała w 2015 roku, kosmetyki bazują na składnikach takich jak lawenda i olej z pestek winogron. W ofercie marki znajduje się 8 produktów przeznaczonych do ciała, twarzy i włosów. Polecam szampon do włosów, u mnie sprawował się rewelacyjnie.

Vianek - to najnowsza marka powstała na początku tego roku. W jej skład wchodzi 6 linii kosmetyków: nawilżająca (niebieska), orzeźwiająca i oczyszczająca (zielona), odżywcza (pomarańczowa), ujędrniająca i przeciwzmarszczkowa (czerwona), relaksująca i łagodząca (różowa) oraz kojąca i wzmacniająca (fioletowa). Vianek to 58 produktów przeznaczonych głównie do pielęgnacji ciała ( żele pod prysznic, peelingi, masła oraz olejki do ciała, żele do higieny intymnej) oraz twarzy.



Resibo to stosunkowo młoda marka kosmetyczna, która wdarła się do domów wielu kobiet poprzez słynny olejek do demakijażu. To właśnie olejek był pierwszym produktem marki. Oferowane kosmetyki są nie tylko naturalne, ale także idealne dla wegan. Resibo to 8 kosmetyków do pielęgnacji twarzy: olejek do demakijażu, płyn micelarny, tonik, 2 kremy do twarzy, 1 krem pod oczy oraz serum.Ceny tych produktów nie należą do najtańszych ale nie trzeba się też mocno wykosztować, zaczynają się od 49 zł (najdroższy produkt to serum za 129 zł).


Naturalne, bezpieczne, skuteczne i dopasowane - tak o swoich produktach mówią producenci Make Me Bio. Marka najbardziej kojarzy się z kremami do twarzy oraz ostatnio popularnym Clean Powder. Oprócz tych najbardziej sławnych produktów w ofercie znajdziemy również produkty do twarzy, ciała i włosów, łącznie 25 produktów. Make Me Bio posiada również linię kosmetyków dla dzieci: olejek oraz płyn do mycia ciała i włosów. Produkty oferowane są w cenach od 12 do 83 zł



Produkty marki Orientana to idealne rozwiązanie dla osób stosujących naturalną pielęgnację i równocześnie zainteresowanych azjatycką metodą pielęgnacji. Jest to polska marka produkująca kosmetyki w Indiach i Tajwanie. Oferowane produkty do włosów (w tym również henna), twarzy ( w tym maski tkaninowe oraz kremy ze śluzem ślimaka ) i ciała dostępne są w przystępnych cenach od 11 do 60 zł.



Marka Honey Therapy nie jest tak bardzo znana jak poprzednie a zasługuje na uwagę! Poznałam ją dzięki małemu niepozornemu masełku do ust i teraz chcę więcej ;) Firma ma 19 lat doświadczenia w branży pszczelarskiej, niedawno założyła markę kosmetyczną. W ofercie znajdują się głównie produkty do ciała oraz wspomniane masła do ust. Ceny za takie dobroci zaczynają się od 5 zł, najdroższy produkt kosztuje 63 zł.


Marka Fresh&Natural oferuje naturalne produkty skierowane również do wegan co potwierdza certyfikat Vege. Marka słynie ze swoich wspaniałych peelingów do ciała ale w ofercie znajdziemy również sole do kąpieli, balsamy oraz olejki. Ceny zaczynają się od 15 zł za masełka do ust aż do 99 zł za duże (1000 g) peelingi.

Cammy.

piątek, 18 listopada 2016

Mokosh masło do ciała melon z ogórkiem

Do recenzji tego produktu podchodziłam jak pies do jeża przez długi długi czas. W końcu nie łatwo jest napisać recenzję masła do ciała gdy nie lubi się czynności balsamowania. Postarałam się i jest! :)

Mokosh to polska marka kosmetyków naturalnych, jej nazwa pochodzi od bogini ziemi Mokosh. 


Masełko zamknięte jest w metalowym pudełku o minimalistycznym wyglądzie. Jego pojemność to 120 g które należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Masło ma dosyć twardą konsystencję jednak rozpływa się pod wpływem ciepła naszych palców, również gdy w pomieszczeniu jet gorąco - topi się i nadbiera konsystencji właśnie masła. Z tego też względu nie polecam go do stosowania latem, zdecydowanie lepiej użyć go jesienną lub zimową porą. Posiada delikatny, rześki i przyjemny zapach.
Produkt jest bardzo wydajny, wystarczy jego niewielka ilość - trzeba uważać żeby nie przesadzić, kilkakrotnie zdarzyło mi się wieczorem wsmarować go za dużo i rano nadal miałam tłuste ciało. Wchłania się dosyć wolno ale za to pozostawia nawilżoną i natłuszczoną cerę przez długi czas ( u mnie są to nawet 24 h!).


W składzie są same dobroci: masło shea, olej migdałowy, wosk pszczeli, olej jojoba, olej arganowy, olej z kiełków pszenicy. Na stronie producenta można zakupić to masło w cenie 49 zł za 120 g.

Czy miałyście okazje stosować to masło? Jeśli tak to jak się u Was sprawdziło? Czy znacie może inne produkty tej marki godne uwagi? :)

Cammy.


Inne produkty tej marki na moim blogu:

wtorek, 15 listopada 2016

Naturalne SPA `4 - pielęgnacja stóp

Wiosną bardzo często sięgamy po wzmożoną pielęgnację stóp - skarpetki złuszczające, peelingi i mocno nawilżające kremy. Warto jednak pamiętać o stopach cały rok, i co najmniej raz na 2 tygodnie zafundować im bardziej złożony zabieg spa.



Dzisiejsze SPA składa się z 3 etapów: kąpiel (wraz solą do kąpieli marki Fresh&Natural), peeling (saszetka zmiękczającego peelingu do stóp Banii Agafii)  oraz krem (nawilżający krem Vianek). 


Zaczynamy od kąpieli, do miski wlałam sporą ilość ciepłej wody (tak aby dało się zanurzyć całe stopy) a następnie wsypałam sól do kąpieli z lawendą i zieloną herbatą marki Fresh & Natural. Stópki moczę w ten sposób przez ok 10-15 min.

Skład soli: Maris Sal (sól morska), lawenda (Lavendula Angustifolia Flower), olej lawendowy (Lavendula Angustifolia Oil) , zapach a następnie składniki pochodzenia naturalnego które występują w olejkach eterycznych (np. Linalool). 

Następnie przez ok 2 min wykonujemy masaż stóp z pomocą peelingu Babuszki Agafii.


W składzie peelingu (zdjęcie powyżej) m.in. gliceryna, olej słonecznikowy, wosk pszczeli, ekstrakt z babki zwyczajnej, woda z szałwii, wyciąg z kory wierzby białej.

W składzie kremu (zdjęcie poniżej) m.in: olej sojowy, mocznik, gliceryna, mniszek pospolity (taraxacum officinale leaf extract).


Wycieramy stopy i nakładamy grubą warstwę kremu - jeśli macie mocno wysuszone stopy to polecam kremy z dużą zawartością mocznika- ja w tym celu użyłam nawilżającego kremu marki Vianek, oraz skarpetki. SPA wykonane! :)


Cammy.

niedziela, 13 listopada 2016

W denkowym koszyczku `30

Hej :)
Wydaje mi się że piszę to przy okazji każdego wpisu o denku ale cóż, nie mogę się powstrzymać: to już 30 wpis z tej serii! Przez ponad 2 lata miesiąc w miesiąc publikuję swoje zużycia. WOW! :D Z góry też chciałabym przeprosić za nie najlepszą jakość zdjęć jednak przy obecnej pogodzie i tym że bardzo szybko robi się ciemno ciężko jest uzyskać dobry efekt :(


Z kategorii do ciała zużyłam trzy produkty. Pierwszym z nich jest normalizujący żel do higieny intymnej marki Vianek. Produkt do oczyszczania okolic intymnych musi mieć delikatny i bezpieczny skład i z tym nie ma dyskusji. Ten płyn oczywiście spełnia to wymaganie. Niestety część produktu ląduje w koszu ponieważ jest ważny 3 miesiące od otwarcia a ja nie zdążyłam go zużyć. Jak najbardziej go polecam :) Z drugiego produkty jestem już mniej zadowolona, oliwkowy żel pod prysznic Planeta Organica słabo się pieni a jego zapach nie jest porywający- pod prysznicem lubię mieć konkretne produkty a nie takie nijakie jak ten. Ostatni do ciała to bubel roku! Dezodorant marki Alterra tak mocno podrażniaj moją skórę że zostawały na niej rany! Przed potem chroni średnio. Nigdy więcej.


Do włosów zużyłam szampon i odżywkę. Szampon Babuszki Agafii Aktywator wzrostu mnie totalnie nie zachwycił, 100 ml saszetka starczyła zaledwie na kilka użyć więc nie zdążyłam go dokładnie poznać. Włosy jednak nie wyglądały po nim zachwycająco. Odżywka z awokado Planeta Organica sprawdziła się trochę lepiej od felernego szamponu. Jako że mamy jesień i deszczową pogodę - wszelkie emolientowe odżywki są mile widziane.


Po lewej widzicie jeden z najbardziej okropnych kosmetyków do demakijażu jaki miałam okazję stosować. Jest nim żurawinowy płyn micelarny Nova Kosmetyki (Go Cranberry) który bardzo mnie szczypał. Po prawej mamy hibiskusowy tonik Sylveco. Kiedyś go polubiłam ale dziś już wrażenia nie robi. Ot tonik jak tonik. 



Arganowy krem do rąk marki Madre Labs pochodzi z moich małych zakupów z iHerb i nie sprawdził się zbyt dobrze. Z nawilżeniem sobie nie radził, miał dziwny zapach, z jego dostępnością też raczej słabo. Same minusy. Bezacetonowy zmywacz do paznokci Isana to kolejny produkt do którego nie powrócę, miałam spory problem z domyciem czerwonego lub ciemnego lakieru, zdecydowanie lepiej sprawdza się wersja z acetonem.



Korektor mineralny w kolorze light (pistacjowy) marki Annabelle Minerals to świetna propozycja dla osób które chcą zamaskować przebarwienia lub wypryski. Po próbce, której zużycie zajęło mi jakieś 3 miesiące, zakupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Puder Astora mi upadł i sporo produktu się zmarnowało, nie jest on naturalny więc polecać go nie będę ale nie był taki najgorszy ;)


Wypaliłam do połowy 2 woski marki Yankee Candle - Amber Moon i Candy Corn. Oba woski znajdą nowy dom, mi te zapachy do gustu nie przypadły. 

Zużyłam 9 produktów do pielęgnacji, 2 do makijażu oraz 2 woski. Wynik określam jako średni ponieważ przybyło mi: 10 kosmetyków do pielęgnacji, 4 do makijażu, 2 świece i 3 gąbki konjac. Mam nadzieję że w przyszłym miesiącu uda mi się zużyć więcej niż kupić chociaż już wiem że świecowy wynik będzie więcej kupionych niż wypalonych :D


Cammy

wtorek, 8 listopada 2016

Naturalne SPA `3 - pielęgnacja włosów

W ostatnim czasie nie miałam czasu na zrobienie sobie wieczoru z bardziej ciekawą pielęgnacją więc pomyślałam że zaprezentuję Wam poranek z życia moich włosów. Wiem że niektórzy używają tylko szamponu, więc dla tych osób moja codzienna pielęgnacja byłaby 'zabiegiem SPA' :)

W ramach przypomnienia: o akcji Naturalne SPA możecie przeczytać na blogu Agnieszki Kosmetologia Naturalnie.


Pielęgnację zaczynamy dzień wcześniej, nakładając na włosy olej i pozostawiając go na ok 8 godzin. W tym celu użyłam oleju z nasion marchwi.


Kolejnym punktem jest umycie włosów. Do tego celu posłużył mi rokitnikowy szampon z nowej serii White Agafia, używam go od kilku dni więc o długofalowym działaniu niestety nie mogę powiedzieć, jednak jak do tej pory sprawdza się całkiem dobrze, nawet lekko odbija włosy od nasady.


W składzie znajdziemy: 
ekstrakty:  kwiat nostrzyku (melilotus albus flower), malina moroszka (rubus chamaemorus), arnika górska (amica montana), mydlnica lekarska (saponaria officinalis)
łagodne środki myjące: sodium coco-sulfate, cocamidopropyl betaine i lauryl glucoside, 
oleje: z rokitnika (hippophae rhamnoides), ze słonecznika (helianthus annuus), z malin (rubus idaeus), z dzikiej róży (rosa canina)


Po myciu czas na odżywkę. Zazwyczaj najlepiej sprawdzają się u mnie odżywki z dużą dawkę emolientów. Tego dnia zastosowałam odżywkę marki Faith in Nature.


Skład to między innymi masło shea, olej kokosowy, olej z awokado, olej jojoba, olej lawendowy, olej z drzewa herbacianego.


Na koniec zabezpieczam końcówki, w tym celu aktualnie służy mi ''olejek'' Mythic Oil. Działanie doraźne ma rewelacyjne! Jak dłużej je poużywam to z pewnością dam Wam znać jak z działaniem długofalowym.


Na włosy dopuszczam produkty o nienaturalnym składzie. Tak więc w tym ''olejku'' znajdziemy przede wszystkim silikony oraz dwa oleje ( z awokado i nasion winogron ) oraz kilka innych składników.


Kto z Was przyłączył się do akcji Naturalne SPA? Serdecznie Was do tego zachęcam! :)

Cammy

piątek, 4 listopada 2016

Jak pachnie Halloween? Candy Corn od Yankee Candle

Halloween można obchodzić lub nie ale dla każdego świecomaniaka jest to okres palenia specjalnych zapachów świec. Postawiłam na Candy Corn, jeden z 3 zapachów które co roku pojawiają się w ofercie Yankee Candle.


Jeśli do opisania tego zapachu miałabym użyć tylko jednego słowa to powiedziałabym: dziwny. Jest w nim coś tajemniczego, w tle czuć delikatną słodycz. Słyszałam kilka opinii że wosk pachnie jak połączenie cukierków i kukurydzy - ja tego nie czuję. Jest to ulepek dziwnych zapachów, ciężko określić go jednoznacznie. Z pewnością w halloweenowym okresie warto się z nim zapoznać, podobno ma grupę swoich fanów ;)
Wosk Candy Corn możecie zakupić w sklepie goodies.pl

Cammy

wtorek, 1 listopada 2016

Naturalne SPA `2 - pielęgnacja twarzy

SPA. Co właściwie oznaczają te trzy litery? Pierwszą teorią jest rozwinięcie skrótu spa - sanus per aquam co oznacza zdrowy przez wodę. Druga teoria mówi, że spa pochodzi od nazwy belgijskiego miasta uzdrowiskowego Spa. Najbardziej przemawia do mnie poniższe sformułowanie:
SPA to koncepcja przywracania harmonii ducha i ciała poprzez kąpiele wodne oraz związane z nimi zabiegi kosmetyczne i aromaterapię, propagowana już przez Hipokratesa (460-377 p.n.e.) (cytat powielany jest bardzo często ale niestety nie znalazłam jego autora)


Dzisiejszym SPA jest dla mnie pielęgnacja twarzy. Rozpoczynam ją od umycia buzi tymiankowym żelem Sylveco, a następnie wykonaniem peelingu wraz z produktem marki Sukin.


Skład żelu Sylveco jest bardzo prosty: woda, delikatny środek myjący, gliceryna, ekstrakt z tymianku, pantenol, kwas jabłkowy, wodorowęglan sodu, sól sodowa jako konserwant oraz olej z tymianku.


Skład peelingu Sukin do najkrótszych nie należy, posiada wiele ciekawych olei oraz ekstraktów, do tych substancji nie należy jednak znajdujący się na 6 pozycji Ceteareth-20. Jest to substancja myjąca, której nie powinno stosować się jej na uszkodzoną skórę , zmienia strukturę skóry - ułatwiając innym składnikom wnikać w jej głąb. Trzecim od końca składnikiem jest Phenoxyethanol - konserwant. Właśnie te dwa składniki zamieniłabym na jakieś inne.
 

Drugi etap pielęgnacji to nałożenie maseczki oczyszczającej. Ze względu na aktualny stan mojej cery zdecydowałam się na maskę algową Nacomi. Połączyłam ją z wodą i pozostawiłam na ok 10 min.Następnie spryskałam twarz wodą termalną.


Skład maseczki:
ziemia okrzemkowa, kwas alginowy, siarczan wapnia, pirofosforan sodu, wyciąg z liści wierzby białej, wyciąg z mułu morskiego, olej z drzewa herbaciango, błękit ultramarynowy (pigment), krzemionka, mentol, zapach.

Wydaje mi się że pigment w takim kosmetyku to substancja zbędna, tak samo siarczan wapnia i pirofosforan sodu mogłyby być zamienione na inne substancje.



Naturalne SPA to akcja której pomysłodawczynią jest Agnieszka z bloga Kosmetologia Ntauralnie. Zachęcam Was do dołączenia :))

Cammy.